Refleksje, czyli: Windows vs. Linux: porównanie architektury część 1 i 1/2
[ wtorek, 10 lipca 2007, Keyto ]
Niniejszy artykuł został zainspirowany komentarzami do pierwszej części artykułu „Windows vs. Linux: porównanie architektury”. Ponieważ jednak stanowi o treściach od swego poprzednika niezależnych, zachęcam do jego lektury wszystkich, nawet tych, którzy poprzedniego, popełnionego przeze mnie „dzieła” nie czytali. Ostrzegam również, że ten nie traktuje o treściach technicznych, jednak czy jest on – jak to niektórzy w takim przypadku sugerują – „o niczym” pozostawiam osądowi czytelnika.
Nie chcąc zmuszać nikogo do czytania poprzedniego tekstu, pokrótce napiszę, że mówił on o architekturze systemów operacyjnych. Omówione zostały między innymi pojęcia kernela, warstwy kernela i użytkownika oraz podejście architektów systemowych do problemu kont administracyjnych w systemach Windows i UNIX. Pisząc go nie myślałem o stworzeniu artykułu popularnonaukowego jak sugerowali niektórzy i co za tym idzie nie trzymałem się konwencji takiego artykułu. Po prostu chciałem napisać o komputerach coś, co dla rozrywki przy herbatce mógłby przeczytać każdy czytelnik, interesujący się komputerami. Był więc ów tekst pomyślany jako pozycja raczej rozrywkowa. Przyznaję, że byłem zdziwiony tak szerokim odzewem komentujących, nie przypuszczałem bowiem, że spotka się on z tak dużym zainteresowaniem. Dziękuję za wszystkie uwagi – te pozytywne, bo motywujące i te negatywne, gdyż pomagają zrewidować sposób wyrażania myśli na przyszłość.
Katalizatorem publikacji niniejszego tekstu był komentarz czytelnika: załamanego poziomem artykułu. Zdawał się on być bardzo emocjonalny, co mnie trochę stropiło, nie było bowiem moim celem denerwowanie nikogo. Zawierał jednak parę uwag, które skłoniły mnie do podjęcia na nowo kilku przemyśleń towarzyszących mi od jakiegoś czasu.
Logika rozmyta
Rozpatrzmy następujące zdanie: „Linux jest systemem lepszym niż Windows.” Cóż ono oznacza? Oznacza, że według wypowiadającego tą tezę, Linux jest systemem lepszym niż Windows. I absolutnie nic ponad to. Tymczasem, podczas wypowiadania wniosków z powyższego stwierdzenia często popełniane są dwa zasadnicze błędy logiczne. Pierwszy, to założenie, że Linux jest systemem idealnym. Przepraszam, ale nie jest. I bardzo daleko mu do ideału. Błąd drugi, to założenie, że Windows jest systemem złym. Przepraszam ponownie – nie jest. Działa, ludzie na nim pracują w miarę bezpiecznie i w miarę sprawnie. Można tutaj owszem stwierdzić, że jest Windows systemem gorszym niż Linux, przy czym w praktyce może to oznaczać „nieznacznie gorszym”. Jest to według mnie bardzo istotne. Często bowiem w ferworze dyskusji o wyższości jednego systemu nad drugim zapominamy, że może w istocie chodzić o niuanse.
Jeżeli dyskutujemy o architekturze systemów operacyjnych, często bierzemy „na warsztat” pewne szczegóły techniczne. Jednak koncentracja na szczegółach często odbiera perspektywę całości. Nigdzie nie napisałem, że Windows jest systemem złym. Na pewno nie napisałbym, że – jak zarzucał mi wspomniany czytelnik – w Microsofcie pracują ludzie niekompetentni, są to bowiem niejednokrotnie programiści, których podziwiam. Konstruktywna krytyka fragmentu produktu nie oznacza przecież braku szacunku dla jego twórcy i nie wyklucza pewnego rodzaju podziwu dla całości. Niebezpieczne moim skromnym zdaniem jest formułowanie wniosków ogólnych z przykładów szczególnych.
Weźmy na przykład zarzut, że omawianie w artykule niezbyt popularnego polecenia smbmount jest bezsensowne, bo przeciętny użytkownik nie używa konsoli. Zgoda – nie używa. Jednak ja używam. I zawołany na pomoc przez owego użytkownika nie mam możliwości „popisać” się swoją wiedzą. Przecież logika w tym przypadku nie jest taka, że skoro administrator nie może czegoś zdziałać – użytkownik też nie może. Zapomnijmy na chwilę o użytkowniku, bo nie o niego tu chodzi (bez urazy). Użytkownika może w ogóle nie interesować skąd ma dany plik. Problem polega tutaj na tym, że administrator nie może efektywnie wykonać pracy dla użytkownika. Innymi słowy, nie wykazuję tutaj wyższości Linuksa który oferuje ciekawe polecenia konsolowe nad Windowsem, który działa inaczej. Analizuję na przykładzie pewien szczegół architektury, który preferuję. Szczegół. I nic ponad to.
Informatycy – Ci biedni ludzie renesansu
Jesteś informatykiem? Umiesz posługiwać się Windowsem, Linuksem, Solarisem i FreeBSD? Znasz MS Office, OpenOffice, KOffice, Gnome Office? I jeszcze setkę innych aplikacji? Fatalnie – i tak udowodnią Ci, że jesteś nieukiem, bo nie umiesz pisać skryptów w PHP. Albo nie znasz na pamięć parametrów filtrów graficznych w GIMPie. Albo, cokolwiek…
Dlaczego panuje powszechne przekonanie, że każdy informatyk jest człowiekiem renesansu? Oczywisty fakt, o którym każdy wie: Nie da się umieć wszystkiego. Nikomu nie przychodzi do głowy zgłaszać się z potłuczonymi żebrami po poradę do okulisty. Dentysta także nic nie pomoże na problemy ze słuchem. I niby każde dziecko wie, że w informatyce jest podobnie. Ale jak przyjdzie co do czego… Ja na przykład jestem zasypywany przez moich znajomych pytaniami o wybór parametrów do nowo kupowanego komputera. Ludzie – ja się na tym nie znam! Nie zajmuję się sprzętem! Zgoda, wiem co nieco na ten temat, ale teoretycznie, nie mam więc pojęcia która karta grafiki jest w chwili obecnej najwydajniejsza, przy założeniu, że chcemy na nią wydać 500 złotych. Odmówić jednak nie mogę, bo to grozi obrazą na całe życie.
Jako główne „przesłanie” tego artykułu: nie dajmy się zwariować. Od kiedy do napisania prostego, rozrywkowego tekstu o architekturze systemów operacyjnych, do którego informacje, jak słusznie ktoś zauważył można zdobyć na podstawowym kursie podczas studiów, trzeba być hakerem – twórcą systemów operacyjnych? Taki zarzut robi mi autor wspomnianego na wstępie komentarza (co zrzucam na karb jego irytacji). Otóż przyznaję się. Faktycznie nie napisałem nigdy żadnego systemu operacyjnego. Zajmuję się przetwarzaniem rozproszonym i jedynie wykorzystuję systemy napisane przez innych. I co z tego? Przede wszystkim nie nie wynika z tego, że nie mam pojęcia o temacie. Zadania stawiane przede mną wymagają biegłej znajomości architektury systemu, a robienie mi zarzutu, że nie jestem jego twórcą… Może zarzucimy mechanikowi samochodowemu, że nie zna się na samochodach, bo nigdy sam żadnego nie skonstruował? Podobnie – gdybym napisał prosty system operacyjny – nie znaczyłoby to przecież, że znam architekturę Windows bądź jakiegokolwiek innego konkretnego systemu. Artykuł może być zły lub dobry niezależnie od mojego doświadczenia. Chciałbym przypomnieć, że bodajże najsłynniejszą książkę do języka C redagował nijaki Brian Kernighan, który jak sam twierdził, nie był jego twórcą. Żeby było jasne – tu nie chodzi o mnie. Ja nie potrzebuje się dowartościowywać i nie przemawia przeze mnie urażona ambicja. Interesuje mnie samo zjawisko. Dlaczego – według niektórych – wykłady o Linuksie mogą prowadzić jedynie Alan Cox do spółki z Linusem Torvaldsem?
Według mnie ludzie z IT są w ogóle strasznie zakompleksieni. Dla większości to straszny wstyd powiedzieć „nie wiem”, co jest przecież normalne. Najlepszą zaś obroną własnej psychiki jest jak wiadomo wytykanie niewiedzy innym. Nie tędy droga, a i ci zakompleksieni nierzadko powodów do kompleksów tak naprawdę nie mają.
Znasz biegle (podkreślam – naprawdę biegle) na przykład – system Oracle? O ile nie masz IQ powyżej 175 nie ma w zasadzie fizycznej możliwości, żebyś znał się dobrze na czymkolwiek innym. Jesteś bowiem wykwalifikowany. Twoja wiedza jest kompleksowa (bazy danych, system operacyjny, SQL, itd.) ale zawężona do jednego przewodniego tematu. Proszę zauważyć – jest to powód do dumy raczej, niż wstydu. Większość twórców oprogramowania systemowego związanego z Linuksem (do których autor ma przyjemność się zaliczać), nie napisała nigdy żadnego systemu operacyjnego. Dobrze znają się jedynie na pewnych wąskich fragmentach – swojej (w moim przypadku niezwykle skromnej) działalności. Tymczasem panuje powszechna opinia, że nie jakość się liczy lecz ilość. Moim zdaniem – nie w szeroko pojętej informatyce.
Przy okazji, ciekawym jest również, że podczas różnego rodzaju flame-wars między obozem Linuksa a Windowsa najczęściej chyba padającym argumentem, jest to, że w Linuksie nie działa Photoshop. Ja znam dwóch, słownie dwóch użytkowników komputera, którzy są w stanie tak naprawdę wykazać mi wyższość Photoshopa nad GIMPem. Jeden zajmuje się zawodowo montażem video, drugi wystawia swoje prace w galerii. Osiemdziesiąt pięć procent moich znajomych nie ma na swoim komputerze żadnego programu do obróbki grafiki, mądrzejszego niż „MS Photo Editor”. W ogóle. Jednak panuje powszechne przekonanie, że informatyk musi znać ów specjalistyczny, bądź co bądź program a Linuks na którym on jak wiadomo nie działa, jest w związku z powyższym czymś gorszym i niepełnowartościowym. Czy to nie jest paranoja? To, że jednym Linuks nie odpowiada bo używają oni Photoshopa nie znaczy, że nie nadaje się on dla przeciętnego użytkownika. Druga sprawa – dlaczego wszyscy musimy używać Photoshopa? Bo jest najlepszy? Bo używanie jakiegoś prostego edytorka grafiki to wstyd? Jako dowcip na koniec: Mój kolega używa Photoshopa. A jakże, przecież to najlepszy program. Tyle, że kiedy potrzebuje narysować okrąg – robi to w Paincie – bo jak mówi „jest prościej”.
Na koniec
Chciałbym w tym miejscu napisać jedynie, że mam zasadę nie komentowania własnych artykułów. To jest tak – ja mam szansę wypowiadania się powyżej napisu „komentarze”, czytelnicy zaś poniżej i tego się na przyszłość trzymajmy. Jeśli coś źle napiszę – lepiej taki kicz usunąć ze strony i napisać nowy artykuł od początku. Czasem jednak mam dylemat. W „Windows vs. Linux: porównanie architektury” znalazło się bowiem zdanie, które trochę mąci. „Windows kończy ładowanie – w zależności od konfiguracji – kilkanaście do kilkudziesięciu sekund po zalogowaniu użytkownika.” Owo zdanie ma oczywiście sens jedynie w opisywanym przykładzie, co – jak widzę z komentarzy – było na ogół tak właśnie odebrane. Jest ono przecież jego częścią. Jeśli jednak nie przeczyta się uważnie całego punktu można teoretycznie dojść do wniosku, że ładowanie systemu jest wprost zależne od czynności zalogowania się. Tak jednak nie jest. Jak słusznie ktoś zauważył – jeśli po ukazaniu się okienka logowania poczekamy jeszcze trochę, to wtedy ładowanie środowiska przebiega niemal błyskawicznie i o to właśnie chodzi. Jeśli poczekamy chwilę z logowaniem, system wykona co do niego należy i faktycznie pozostanie mu do obsłużenia jedynie środowisko. Mamy tu do czynienia z tak zwanym przetwarzaniem równoległym – w przykładzie ładowany jest system i jednocześnie obsługiwane logowanie użytkownika.
Na zakończenie uwaga do fun. Co do ochrony mamy jak widzę różne zdania. Moje powodowane jest wieloletnią praktyką. Ochrona systemowa w ogóle zasługiwałaby na odrębny, solidny artykuł, przytoczony przeze mnie przykład był przecież zbyt ogólny aby prowadzić na jego bazie dogłębne dywagacje. Nie widzę też nic śmiesznego w twierdzeniu, że prostszy koncepcyjnie mechanizm jest skuteczniejszy. Przypominam – być może nieznacznie skuteczniejszy. I artykułu przepisywać nie zamierzam.
Liczba komentarzy: 18
- Link: <a href="jaklinux.org">Linux dla każdego</a>,
- Wytłuszczenie: <strong>tekst pogrubiony</strong>,
- Kursywa: <em>tekst pochylony</em>,
- Przekreślenie: <strike>
tekst przekreślony</strike>, - Kod: <code>
printf("blok kodu");</code>, - Cytat: <blockquote>cytat</blockquote>


Z tym photoshopem to najszczersza prawda ale najlepsze jest jak się powie że photoshop(CS) działa na linuks to cisza a faktem jest że 90% z tych co na ten temat się wypowiada nie potrafi użyć photoshop wiecej niż w 10%. Zresztą zgadzam się z autorem nikt nie może być omnibusem ja np. mam ciężką ręke do szeroko pojętej grafiki ale do języków programowania mam “żyłke”(to tylko przykład a nie samouwielbienie) I jest wielu takich po prostu nie można wiedzieć wszystkiego
Mam tak samo Keyto, znajomi pytają się mnie o sprzęt kiedy ja się na nim nie znam nawet nie gram na komputerze, a największe cyrki są kiedy proszony jestem o naprawę źle działającego windowsa, ludzie nie są w stanie zrozumieć jak to można nie znać się na windowsie ba niektórzy nie są nawet w stanie zrozumieć że istnieją inne systemy operacyjne.
To oznacza, że cała inna rzesza użytkowników (których prawdopodobnie nie znasz) nigdy nie przejdzie.
GIMP, jak wiele razy już na to zwracałem uwagę, ma tragiczny interfejs. Co mnie zawsze dziwiło. Autorzy już niejednokrotnie “poprawiali” go zmieniając ikonki i ich rozmiar. Po ponad 2 latach mojej pracy z GIMP’em, wszystko to co robię, dzieje się tak samo wolno jak wtedy gdy zaczynałem.
W tym miejscu nawet początkujący użytkownik Photoshopa (który przez całe życie mógł pracować tylko z GIMP’em) zrozumie co to oznacza ergonomiczność. Jest w tym Adobie coś, co trudno nie określić, ale po prostu “działa lepiej”.
Tak długo jak powyższy problem będzie istnieć, Linux będzie tracił punkty. Szczególnie wśród grafików i designerów, ale nie tylko. Bo każdy użytkownik, czy to zwykły, czy to zaawansowany, jest zirytowany, gdy z ciepłego, miękkiego fotela jakim jest Photoshop przesiada się na gimpowski beton. Mimo iż funkcja podstawowa (czynność siedzenia-rysowania) jest spełniona.
A co do samej funkcji informatyka - niestety jest właśnie tak jak opisywałeś. Dzisiejsza mentalność jest taka, że informatyk musi znać się na wszystkim. Programować w C++, Javie, PHP, obsłużyć 8 systemów operacyjnych od podszewki, zrobić stronę WWW, napisać animację we Flashu, trzymać w pionie bazę danych i w razie potrzeby naprawić ekspres do kawy. Przyznaj się, że czegoś nie wiesz, to zostaniesz wyśmiany.
W komentarzu znajduje się zdanie, że nikt z połamanymi żebrami nie pójdzie do okulisty. I w tym dokładnie miejscu jest haczyk. Bo każdy ze “połamanym komputerem” pójdzie do informatyka. I będzie miał racje.
Określenie “informatyk” nie jest postrzegane jako “lekarz”, lecz właśnie jako “okulista”. Dla ludzi w dalszym ciągu informatycy to zespół techników specjalizujących się w obsłudze komputerów. Dla środowiska informatycznego jest to oczywisty błąd logiczny, ale to nie my najczęściej zatrudniamy siebie nawzajem. Zaś im mniejsze doświadczenie ogółu firmy w kwestiach informatycznych, tym śmieszniejsze ogłoszenia później. W sumie, to się nie dziwię - winę za obecny stan rzeczy ponosimy sami.
Nie oszukujmy się, większość z nas jak przedstawia swój zawód publicznie (w środowisku mieszanym, nie stricte informatycznym), rzadko kiedy mówi “specjalista do spraw baz danych Oracle” lub też nawet “konsultant rozwiązań informatycznych”, lecz właśnie “informatyk”. Znajomy idzie do takiego “informatyka” i prosi o poprawienie strony WWW ze sporą ilością JS, bo nie działa i co?
Jakiś czas temu musiałem odwiedzić lokalny urząd pracy. Chcąc umilić sobie czas oczekiwania zacząłem czytać ogłoszenia szkoleń. Jedno ogłoszenie było wyjątkowo ciekawe:
“Chcesz być informatykiem? Chcesz projektować strony internetowe? (…) 2 tygodniowy kurs (…)”.
I wiecie co? Ludzie po kursie także będą informatykami…
Zupełnie nie zgodzę się z tym argumentem. Ilu użytkowników komputerów ma zakupioną licencję na Photoshopa? Ćwierć procent? Pewnie mniej. Dla tych którzy kupili licencję od Adobe GIMP nie jest żadną alternatywą. Tak jak dla mnie Eclipse IDE nie jest alternatywą skoro do Javy od zawsze używam IntellliJ Idea która działa lepiej. Co więcej, nawet jak GIMP wyprzedzi Photoshopa (co się pewnie kiedyś stanie) — nadal może pozostać dla klientów Adobe tylko ciekawostką (przekwalifikowanie w przypadku takiego programu zajmuje sporo czasu i może się po prostu nie opłacać ekonomicznie).
Czy to znaczy że GIMP jest zły? Nie.
Czy to znaczy że nie będą go używać amatorzy? Nie.
GIMP jest świetnym programem dla kogoś kto nie zamierza być zawodowym grafikiem, a jedynie co jakiś czas bawi się w niego i nie zamierza wydawać swoich pieniędzy na software tego typu. I tak pozostanie. A jeśli GIMP uszczknie również nieco profesjonalnego rynku to tym lepiej dla niego. Oczywiście piractwo to inna sprawa, ale nie o tym tutaj rozmawiamy.
Z tym się zgodze, ale w dalszym ciągu ergonomika Photoshopa jest niesamowita. I przesiadanie się na wyjątkowo niewygodnego GIMPa jest problematyczne. Stąd pojawił się ten argument, że Photoshopa pod Linuksem nie można uruchomić.
Pomijając fakt, że prawdopodobnie Adobe wkrótce zacznie się interesować rynkiem Linuksowym. Podejrzewam, że wydanie Flasha 9 dla Linuksa nie odbyło się tak całkowicie “za darmo”. Jestem pewny, że jest to w zamian za statystyki. Jeśli było wystarczająco dużo pobrań - to nie wykluczone, że wkrótce zobaczymy linię produktów Adobe pod Pingwinem.
Jeśli chodzi o legalność - tu jest ciekawostka. Nie wiem czy zauważyłeś, ale Adobe dosyć luźno traktuje użytkowników swoich produktów. Tak długo oczywiście jak na nim nie zarabiają. Na przykład w wielu konkursach na twórczość flashową można wygrać aplikacje Flash (zaś wymagania są takie, że nie ma siły, żeby ktoś na danym produkcie spędził mniej niż 3 miesiące). Ale to już jest zupełnie inny temat.
Z tego co wiem to Adobe chciało kiedyś wydać Photoshopa na GNU/Linuksa, ale pewien koncern z Redmond sypnął im kaską by tego nie robili
…. (nie mam źródła, ale gdzieś coś czytałem o tym)
Inną sprawą jest np. Corel, który to wydał linię produktów na pingwinka i po jakimś czasie się wycofał, (raczej ze względu na nieopłacalność)….
@pingwin: Dell też już w 2001 roku chciał zacząć preinstalować Linuksa na laptopach. Ale pomysł nie wypalił (co zresztą również miało swoje źródła w Redmond, poczytajcie o aktualnie toczącym się postępowaniu antymonopolowym w USA przeciwko MS). Nie zmienia to faktu, że tym razem pomysł jak najbardziej wypalił. Z Corelem, Adobe może być tak samo. Linux nie jest już taki sam jak 5 lat temu.
“Inną sprawą jest np. Corel, który to wydał linię produktów na pingwinka i po jakimś czasie się wycofał, (raczej ze względu na nieopłacalność)….”
Corel borykał się z dużymi kłopotami finansowymi i w tym czasie pokazał się Microsoft podkupując akcje firmy. Microsoft jest znany z podobnych działań.
Przyglądam się dyskusji i podzielam zdanie Michuka. Zasada jest prosta jeżeli przez 5 lat pracuje na PS nie przeniosę się na Gimpa ponieważ musiałbym się go nauczyć od nowa… zmienić przyzwyczajenia. Ale to nie oznacza że gimp w jakiś sposób ustępuje PS o nie to bardzo potężny program i gdyby od początku pracować na Gimpie to myślę że na PS patrzylibyśmy ze zdziwieniem (a gdzie tu się robi to czy to)
Jest taki program zwie się Pixel32 to niestety nie darmowa ale dosyć tania (129zł z wieloplatformową licencją + wszystkie przyszłe uaktualnienia aż do kolejnej pełnej wersji czyli jeżeli to wersja 1.01 to za cenę licencji otrzymujemy wszystkie przyszłe wersje do 2.0) wieloplatformowa aplikacja do obróbki grafiki która jest IMO świetną alternatywą dla PhotoShopa.
Disney naciska Adobe żeby w końcu sklecili PS na Linuksa na razie się opierają ale w końcu się doczekamy. W tej chwili Disney pracuje na Linuksach, a pomagają finansowo firmie “CodeWeavers” przy pracach nad “CrossOver” żeby im PS mógł odpowiednio działać. Firma zdecydowała się w większej części na system Linux ze względu na oszczędności ale i duża wydajność i bezpieczeństwo.
Uwierz mi, ustępuje. I to wcale nie chodzi o żadne filtry. Istnieją czynności, które pod GIMP’em zajmują ZNACZNIE więcej czasu (kilka minut kontra godzina). I to wcale nie jest żadna technologia kosmiczna, ale większość rzeczy, które przeciętny grafik chciałby wykonać.
Jest dokładnie tak jak napisał michuk: GIMP jest świetnym programem dla kogoś kto nie zamierza być zawodowym grafikiem.
MS Paint też.
Trzeba racje przyznać @XLII że gimp ustępuje Photoshop. Oczywiście do gimpa są wtyczki które dodaja funckje ba można nawet samemu takie napisać. Ale w większości przypadków desktopa używa ZU. Jemu nie potrzeba photoshop wystarczy gimp ale jest także pewna grupa ZU na pytanie po co ci Photoshop to odpwiada kiedyś się naucze obsługiwać itd. Miałem photoshop(oczywiście pirat) ale oddałem płyte kumplowi bo stwierdziłem że do takich zastosowań jak ja używam(prosta grafika do stron,i coś tam jeszcze) mi wystarcza albo przykład mojej siostry ZU pytała się mnie czy nie mam photoshop to mówie ściągnij sobie gimp i ściągneła i miesiąc później pytam czy chce ps a ona na to że jej gimp wystaracza czyli jak powiesz co ściagnać i dasz poradnik to sobie ZU poradzi. Co do profesjonalnych zastosowań to mi się wydaje że raczej do pewnego stopnia się nadaje ale tu nie powiem za dużo na ten temat bo nie znam się za bardzo na grafice. Ale do amatorskich i pół-profesjonalnych zastosowań wystarcza spokojnie
a to na koniec http://www.google.com/translate?u=symphox.blogspot.com%2F&langpair=es%7Cen&hl=es&ie=UTF8
Czytam masę wypowiedzi na różne tematy i
Gimp PhotoShopowi w niczym nie ustępuje, problem jedynie w mentalności i przyzwyczajeniach… trudno by ktoś kto pracuje na PhotoShopie 10 lat nagle przesiadł się na Gimpa i go zachwalał…
Mogę to potwierdzić bo obróbka grafiki rasterowej to jedna z moich specjalności. Na PSie pracuję już około 10 lat i moim ulubionym narzędziem jest właśnie wymieniony program. Pracowałem również jakiś czas na Gimpie (ogólnie przewinąłem się przez wiele aplikacji do obróbki grafiki) i oba te programy mają swoje wady i zalety (jak każdy). Są funkcje lepiej rozwiązane w PSie i są takie które lepiej są przemyślane w Gimpie. Tablet + znajomość klawiszologii i mogę pracować na obu robiąc dokładnie to samo i wcale nie zajmują na jedym czy drugim więcej czasu…
Filtry, filtry jasne że nie chodzi o filtry ktoś kto profesjonalnie zajmuję się grafiką odstawia filtry na bok korzystając tylko z niezbędnego minimum które to z kolei można uzyskać najczęściej poprzez zmianę kilu parametrów poszczególnych narzędzi…
Filtry są wykorzystywane najczęściej przy obróbce zdjęć (korekty) ale obie aplikacje mają bardzo wygodne narzędzia ułatwiające ów korektę…
To jest złe myślenie mogę udowodnić że na tym MsPaintcie można uzyskać ten sam efekt końcowy co robiąc go na PS wszystko kwestia umiejętności obsługującego…
Gimp może być tak samo dobrym programem dla zawodowca jak PS
Chciałbym powiedzieć że podchodzę do tematu bezstronnie nie chce mówić że coś jest lepsze czy gorsze uważam tylko że takie podejście do tematu jakie prezentuje XLII jest błędne.. ale tylko w tym omawianym przypadku..
Zgodzę się natomiast że Gimp jest niewygodnym topornym programem a ergonomia PSa jest o wiele lepsza… trzeba jednak nadmienić że to oni właśnie kreowali standardy obsługi takich aplikacji i to teraz oni są źródłem naśladowania (powinni być). Motorem napędowym sukcesu są sami użytkownicy którzy z tych aplikacji korzystają utarło się że to najlepsza aplikacja i teraz kogo się nie zapytasz o to jaki program wybrać do obróbki powie ci że PS. Adobe przymyka oko na nielegalne korzystanie z ich aplikacji (niezarobkowe) bo to motor napędowy ci młodzi ludzie na początku się bawią ale kiedyś część z nich będzie pracowała w firmach w których PS to podstawowe narzędzie..
Jeżeli kogoś nie stać na PSa (a kosztuje swoje) to polecam Pixela naprawdę godna uwagi alternatywa za małe pieniądze nawet do zastosowań komercyjnych dostępna na wiele platform systemowych…
Dobra panowię, nie chcę żeby ktoś pomyślał, że na niego najeżdżam, ale czy moglibyście mi wymienić parę cech PS których nie ma GIMP? W grafice komputerowej raczej raczkuję (potrafię zrobić parę prostych rzeczy) i chciałbym znać tą przewagę. Mówicie, że ergonomia jest lepsza. A jeżeli zaczynałem od GIMPa to też będzie mi łatwiej na PS czy to kwestia przyzwyczajenia? Raz u znajomego widziałem PS i nie potrafiłem się w nim odnaleźć.
http://pl.youtube.com/watch?v=vUWqRhReaZk
Na początku taki krótki filmik, który pokazuje, że w każdym narzędziu można osiągnąć efekty. Jako ciekawostkę dodam, że MS Paint jest w czołówce polecanych programów do Pixel Pushingu.
Jeśli chodzi o Photoshopa - jest naprawdę mnóstwo wszelkiej maści mechanizmów, których próżno szukać w GIMPie lub też działają one tak, że szkoda gadać.
@kubaw: mógłbym zażartować, że wystarczy, że przeczytasz Changelogi od PS7 w górę. Ale dam Ci kilka przykładów - dynamiczne pędzle, healing brush, tworzenie deseni z efektami warstw, efekty warstw same w sobie, działanie narzędzi wypalania-rozjaśniania, implementacja mechanizmów wektorowych (shapes, shape strokes z efektami pędzla). Dużo jest także różnic w sposobie działania algorytmów i działają one… brzydko. To co w Photoshopie robisz przez pociągnięcie pędzlem w GIMP’ie często musisz wykonać przez naniesienie na kilka różnych warstw. Próba rzucenia mediany na warstwy często wymusza później ręczne rozmazywanie powstałych kwadratów. Na małych rozdzielczościach - niby działa. Ale przy rozdzielczościach większych (>=3MPx) trzeba od początku całego Gimpa przystosować (największy domyślny brush to podajże 80px w średnicy - trzeba tworzyć własne i kombinować).
Oczywiście, jest to nie potrzebne, bo wszystko można wykonać ręcznie. Ale z drugiej strony można też netcatować się na serwer www lub irc. I też będzie działało.
Oczywiście, że tak. Ja zaś mogę udowodnić, że mój śrubokręt jest lepszy od fabryki Mercedesa, bo mogę nim i tylko nim złożyć samochód. I co z tego, że zajmie mi to 20 lat mojego życia? Ale samochód będzie tak samo dobry. Rozumiesz mój argument?
Podejrzewam, że tak. Początki w każdej nowej skomplikowanej aplikacji peszą i użytkownik się może pogubić(założe się, że 80% użytkowników, którzy mają włączony tryb obliczeń naukowych w gcalcu nie wie do czego wszystkie funkcje służą
).
PS ma niesamowitą ergonomię i to po pewnym czasie się wyczuwa. Jednak mogę się założyć, że gdyby ludzie się postarali wymyślili by to jeszcze lepiej.
Jeśli chodzi o interfejs to mam nadzieję, że pewnego dnia ergonomiści GIMPa spotkają się z ergonomistami Blendera. Kto nie miał przyjemności pracować z Blenderem niech żałuje. Na początku wygląda to jakby to zaprojektowali kosmici. Wydaje się trudny, nieintuicyjny i w ogóle dziwny. Ale jak się go pozna to ciężko później się odzwyczaić.
Na koniec komentarz z innej strony. Jednym z argumentów przemawiających za wyborem Linuxa (czy też innego *NIXa) jest różnorodność oprogramowania. Więc dlaczego za każdym razem jest mi rekomendowany GIMP jako kombajn do grafiki rastrowej, który mi całkowicie nie odpowiada? Co więcej - do niektórych zastosowań absolutnie się nie nadaje (chociażby mechanizm linii, który absolutnie utrudnia pracę nawet z izometrycznym pixel pusingiem).
Photoshop jest swoistą KillerApp i tak długo nie będzie go można uruchamiać na Linuksie argument pozostanie. I mimo, iż większość ludzi nie ma racji (bo nie wykorzystują 95% jego możliwości) bo do nich on się nie stosuje, to jednak jest i ciężko mu zaprzeczyć.
Jakiś miesiąc temu przyszedł do mnie w pracy znajomy i poprosił żebym mu na chwilę PhotoShopa zainstalował…
Ja mu na to, że nie ma szans bo jedyne Photoshopy u nas w pracy to jeden BOX-owy Photoshop CS (już zainstalowany) i dwa OEM-owe (w wersji angielskiej dołaczone do skanerów)
I spytałem co ma zamiar zrobić, a on że musi tam jakieś rastry pokleić (mapy geodezyjne)
i coś jeszcze na nich popoprawiać… Zaproponowałem mu że zainstaluję mu GIMP-a ( na windę ) … był bardzo zniesmaczony ale że to była faktycznie pilna robota przystał na to…
Oczywiście poradził sobie bez trudu ze swoim zadaniem i w tej chwili używa GIMP-a w domu do tworzenia przeróbek zdjęć…
Kilka uwag:
1. PhotoShop nie jest częścią systemu operacyjnego Windows. Nie wchodzi w jego skład, więc nie może być podawany jako arument na to, ze ten system jest dobry.
2. PhotoShop chodzi w emulacji na Linuksie. Osobiście testowałem 4 i 7, nie wiem jak nowsze.
3. Jest jakiś wariant GIMPa z interfejsem a’la PS, ale nie wiem jak się nazywa, nie użwałem go.
4. Jest zewnętrzny plugin do GIMPa obsługujący CMYK. Nie jest on domyślnie instalowany ze względów patentowych.
5. Firma Adobe opatentowała interfejs PhotoShopa, każdy kto chce użyć podobnego, musi wnieść za to opłaty. Nie sądzę, by twórcy darmowego programu chcieli wnosić jakiekolwiek opłaty i potem za darmo rozdawać swoje dzieło.
6. GIMP to nie jedyny program do obsługi grafiki na Linuksa. Z tych zamkniętych źródłowo, ale darmowych zarazem, wiele rzeczy łatwiej, szybciej i przyjemniej można zrobić pod XnView.
I na koniec: Nie ważne co potrafi zrobić program, ważne co potrafi zrobić użytkownik. Widziałem już dzieła sztuki zrobione w GIMPie i Blenderze, widziałem też masę takich sobie dziełek współczesnych “Picasso-wannabe” tworzoinych w PS i 3D Studio. Czy to o czymś świadczy? To świadczy o tym, że jak ktoś chce, to osiągnie cel w dowolnym programie. I wniosek psychologiczny: jeśli pokarzesz komuś, kto coś zrobił w programie za który zapłacił kilka tysięcy złotych, że mógł to samo zrobić w programie darmowym, gość wynajdzie tysiąc wymówek, że jednak jego płatny program jest lepszy. To proste, nikt nie lubi wyjść na frajera
Witam
Moim zdaniem największą wadą GIMP’a jest szybkość działania. Niech ktoś spróbuje do GIMP’a wczytać kolorowy obrazek w rozdzielczości 9000×6000 (coś a’la skan wielkoformatowy A1 w 200 DPI). Gwarantowana zwiecha komputera na kilkanaście minut i to bez względu czy to będzie linux czy windows. Nie rzadko pomaga już tylko reset komputera. I tak się dzieje również w innych programach, taka KRITA z KDE po prostu się wysypuje. Ten sam plik pod photoshopem otwiera się błyskawicznie i jest natychmiast gotowy do edycji. Dopóki programiści bibliotek na których wszystkow UNIX’ach jest budowane (glibc, xorg, gtk+, qt) nie wezmą sobie do serca kwestii związanych z optymalizacją kodu, dopóty ani GIMP, ani inny program, choćby miał niewiadomo jak wybajerzone efekty nie będzie się nadawał do niczego więcej niż amatorska obróbka zdjęć z tanich cyfrówek.
Pozdrawiam
Nie jestem grafikiem zawodowym, i GIMP-a używam okazjonalnie - ale to ustawiczne porównywanie GIMP-a z Photo-Shop-em trąci mi nieco demagogią.
Moim zdaniem windowsowym odpowiednikiem GIMP-a byłby raczej Paint Shop Pro - z uwagą, że jednak ma przyjemniejszy interfejs użytkownika, niż ten GIMP-owy. Po prostu różne rzeczy robi się w nim szybciej.
jesli ktos nie moze przyzwyczaic sie do “betonowego” interfejsu Gimpa moze sprobowac zaznajomic sie z GimpShop-en.. GIMP z interfejsem zblizonym do PS-a..